Przez Indie przetacza się fala protestów - miliony handlarzy wściekają się na rząd, który zamierza otworzyć rynek sprzedazy detalicznej dla wielkich międzynarodowych sieci. 90 procent handlu odbywa się na co dzień w sklepach "na rogu" - rodzinnych biznesach, których właściciele znają klientów od lat, budują swoją ofertę na zaufaniu, sprzedają lokalne wyroby, dbają o jakość i starają się nie podnosić cen. Narożny sklep, z grubym właścicielem, spędzającym całe dnie na krześle, i jego pomocnikami, podającymi towary z półek, pawlaczy, piwnic, to coś więcej niż miejsce wymiany pieniędzy na towar.
To centrum lokalnego życia, tętniący klub dyskusyjny, lokalna agencja prasowa, wypuszczająca z siebie najważniejsze informacje. Ważny społeczny tygiel, miejsce spotkań, w którym uprawia się sztukę niespiesznej rozmowy, gdzie popija się herbatę ze straganu obok, gdzie jedną gazetę czyta kilku mężczyzn, przesiadują dzieci, dzieląc między sobą paczkę herbatników. Dla wielu kobiet, spędzających życie na pracach domowych, wyprawa do sklepu i na targ, jest najważniejszym i bezcennym kanałem kontaktu ze światem.
Tesco, Carrefour i Wal-Mart mogą tę niezwykłą społeczną sieć znacznie osłabić, jeśli nie zniszczyć. Choć te sieci są obecne w Indiach od kilku lat, dotąd miały pozwolenie tylko na sprzedaż hurtową w systemie cash & carry. Teraz indyjski rząd umożliwi im sprzedaż detaliczną. Zwolennicy otwarcia Indii na wielki handel mówią o korzyściach: rozbudowie infrastruktury na koszt (właściciele sieci zbudują przeciez drogi dojazdowe, parkingi, podciągną prąd, oświetlenie), miejscach zatrudnienia, wreszcie - niższe ceny towarów, dość ważne w związku z wysoką od dwóch lat inflacją.
Ale te konsumpcyjne zaklęcia nie uwzględniają ważniejszej, kulturowej zmiany, jaka Hindusów czeka.
Hindusi są narodem handlarzy. W mistrzostwie sprzedawania towarów nie mają sobie równych i wszędzie, gdzie tworzą diaspory - od Londynu po Nairobi - potrafią tę sztukę odtworzyć. Wielkie sieci handlowe, zważywszy na wielki apetyt indyjskiej klasy średniej, mogą ten świat bezpowrotnie zmienić, a przede wszystkim zagrozić istnieniu miejskich i wiejskich targów. Wyssają handlowe życie z centrów miast i zamkną je w galeriach i supermarketach przy ruchliwych arteriach. To wspaniałe dla liczącej ponad 300 mln osób klasy średniej z grubymi portfelami, fatalne - dla większości indyjskich handlarzy i mniej zamożnych klientów, których naturalne środowisko będzie zagrożone.
Wielkie sieci handlowe, to także unifikacja produktów, miażdżenie drobnych różnić, likwidowanie mozaikowości indyjskiego życia. W Polsce duże sieci handlowe weszły na "ziemię niczyją", dlatego poszło im tak gładko. Krucha sieć butików, tworzonych przez polskich przedsiębiorców po 1990 r., nie mogła się oprzeć takim gigantom.
Szczęśliwie tradycyjne ciagi handlowe w Indiach są silniej zakorzeniowe i bardziej skomplikowane, a indyjski rząd zamierza nałożyć na komercyjne sieci pewne ograniczenia. Ale jedno jest pewne: nadchodzi korporacyjna era. Jest ona szansą nie dla indyjskiego handlu - bo lepiej i piękniej uprawiać go nie można - ale dla słabnących zachodnich korporacji, które muszą się rozwijać lub ginąć.
[pw]
Telegramy z centrum świata. Lapidaria z Indii i Azji. Depesze w małą kieszeń. Dla dziewczyn i chłopaków, co nie mają czasu.
niedziela, 4 grudnia 2011
piątek, 2 grudnia 2011
Zamordowany za kastę
W Uttar Pradeś znaleziono porzucone na polu zwłoki nastolatka. Neeraj Kumar poprzedniego dnia wyszedł z domu po kolacji, żeby u kolegi obejrzeć program w telewizji. Został uduszony. Zginął, bo miał nieodpowiednie imię. Urodził się jako jeden z dalitów (dawnej - niedotykalnych), a ojciec dał mu na imię tak samo, jak inny mężczyzna mieszkający w wiosce, tyle że cieszący się lepszym pochodzeniem i wyższym statusem. Rodziny przez wiele lat spierały się o imiona.
Sąsiad domagał się, by ojciec Neeraja zmienił jego imię. Obawiał się pomyłek, uderzających w honor swojej rodziny. Teraz twierdzi, że nie ma z zabójstwem nic wspólnego. Policja aresztowała dwóch jego przyjaciół i poszukuje dwóch synów, najprawdopodobniej zamieszanych w zabójstwo.
To jedna z wielu ponurych historii, które obalają mit indyjskiej sprawiedliwości społecznej i dobrze funkcjonującej demokracji. Indie są republiką paradoksów, przestrzenią, w której współistnieją szczytne ideały, sprawdzone instytucje, zabobonne praktyki i nieśmiertelne mechanizmy nienawiści.
Nie trzeba wiele, by zrozumieć, jak silne są społeczne napięcia, jak iskrzy wzajemna niechęć, jak krucha (co nie znaczy: nietrwała) jest społeczna równowaga nad Gangesem. Wystarczy lektura porannych gazet, z gwarantowaną panoramą okrucieństwa: zabójstw, pobić, rozpaczliwych samobójstw.
Te historie trafiają nie do tabloidów, wcale nie są drukowane jako sensacyjne ciekawostki.
Gorzej: znajdują się w dziennikach opinii, podane „standardowo”, jako jedna z wielu pełnoprawnych informacji dnia. Ani ważniejsza, ani mniej spektakularna, stale obecna w codziennym pejzażu.
„Zmiana” - słowo, które Zachód tak kocha - w Indiach ma szczególne znaczenie. Nigdy nie obejmuje wszystkich, nie dokonuje się w tym samym kierunku. Tylko niektórych popycha do swobodnego życia, innych silniej wciska w jedną z niezliczonych nisz, gdzie czas się zapętlił.
Kastowość, choć ulega przeobrażeniom i zmienia się na tak wiele sposobów, że badacze za nimi nie nadążają, nie słabnie. Jest wręcz zabójczo namacalna.
[pw]
Sąsiad domagał się, by ojciec Neeraja zmienił jego imię. Obawiał się pomyłek, uderzających w honor swojej rodziny. Teraz twierdzi, że nie ma z zabójstwem nic wspólnego. Policja aresztowała dwóch jego przyjaciół i poszukuje dwóch synów, najprawdopodobniej zamieszanych w zabójstwo.
To jedna z wielu ponurych historii, które obalają mit indyjskiej sprawiedliwości społecznej i dobrze funkcjonującej demokracji. Indie są republiką paradoksów, przestrzenią, w której współistnieją szczytne ideały, sprawdzone instytucje, zabobonne praktyki i nieśmiertelne mechanizmy nienawiści.
Nie trzeba wiele, by zrozumieć, jak silne są społeczne napięcia, jak iskrzy wzajemna niechęć, jak krucha (co nie znaczy: nietrwała) jest społeczna równowaga nad Gangesem. Wystarczy lektura porannych gazet, z gwarantowaną panoramą okrucieństwa: zabójstw, pobić, rozpaczliwych samobójstw.
Te historie trafiają nie do tabloidów, wcale nie są drukowane jako sensacyjne ciekawostki.
Gorzej: znajdują się w dziennikach opinii, podane „standardowo”, jako jedna z wielu pełnoprawnych informacji dnia. Ani ważniejsza, ani mniej spektakularna, stale obecna w codziennym pejzażu.
„Zmiana” - słowo, które Zachód tak kocha - w Indiach ma szczególne znaczenie. Nigdy nie obejmuje wszystkich, nie dokonuje się w tym samym kierunku. Tylko niektórych popycha do swobodnego życia, innych silniej wciska w jedną z niezliczonych nisz, gdzie czas się zapętlił.
Kastowość, choć ulega przeobrażeniom i zmienia się na tak wiele sposobów, że badacze za nimi nie nadążają, nie słabnie. Jest wręcz zabójczo namacalna.
[pw]
wtorek, 29 listopada 2011
Seksualna nuda w Indiach
„India Today” publikuje coroczny raport o życiu erotycznym Hindusów. Z najnowszego wynika, że indyjscy małżonkowie coraz częściej unikają seksu, a w łóżku głównie się nudzą. Połowa badanych kobiet odmawia współżycia pod byle pretekstem, to samo robi jedna trzecia mężczyzn.
Dziewiąte badanie przeprowadzane przez "India Today" i firmę Nielsen w 11 indyjskich miastach tym razem dotyczy rodziny i seksu małżeńskiego. W poprzednich Hindusi opowiadali m.in. jak często i z kim zdradzają małżonków (zdrada to tabu, ale z raportu wynikało, że także norma), jakie mają fantazje erotyczne, jak wcześnie zaczynają życie płciowe (kulturowo seks przedmałżeński jest zakazany, jednak badania pokazywały, że próg rozpoczęcia życia seksualnego się obniża, w kłopocie są kobiety, od których wciąż wymaga się dziewictwa do zamążpójścia).
Teraz badani małżonkowie zgodnie deklarują wzajemne znudzenie. Zadowolenie z seksu jest najniższe od 10 lat - spadło do 27 procent. Blisko połowa mężczyzn twierdzi, że żona nie jest ich ulubioną partnerką w łóżku (czytaj: mają inne), a ponad jedna trzecia kobiet - że po kilku latach małżeństwa straciły zainteresowanie seksem. 13 proc. kobiet nie potrafi określić, czy po stosunku czuje się „spełniona” (trudno się dziwić spadkowi zainteresowania).
Wszystko to wcale nie przeszkadza Hindusom cieszyć się życiem. Ogólne zadowolenie wyraźnie podskoczyło. Usatysfakcjonowanie z pracy wzrosło o 10 procent - deklaruje je już 42 procent Hindusów.
Witajcie w rzeczywistości kapitalizmu, w której relacje uczuciowe i fizyczne zastępuje związek z biurem i szefem. Indyjscy psychiatrzy komentują, że ludzie nie mają czasu i siły na seks ani utrzymywanie związków emocjonalnych, są dodatkowo rozpraszani rozrywkami konsumenckimi. Równolegle rozkwitają fantazje erotyczne, pornografia i rynek usług seksualnych. 48 procent mężczyzn marzy o seksie z gwiazdami filmowymi (sąsiadki, bratowe, o żonach nie mówiąc - są bez szans). Połowa pytanych mężczyzn ogląda porno, zwykle w łazience, do której wymykają się z małżeńskiej sypialni za laptopem.
Młodym też technologia zastępuje zbliżenie - pomysłowe młode indyjskie tygrysy i tygrysice omijają zakazy i uprawiają seks wirtualnie. Do czasu, gdy wylądują w małżeńskiej sypialni, żeby się wspólnie... ponudzić.
[pw]
* powyższe odnosi się do członków klasy średniej mieszkających w dużych ośrodkach miejskich. Życie erotyczne na wsi, to z pewnością obraz znacznie bardziej ponury i, jak dotąd, niezbadany.
Dziewiąte badanie przeprowadzane przez "India Today" i firmę Nielsen w 11 indyjskich miastach tym razem dotyczy rodziny i seksu małżeńskiego. W poprzednich Hindusi opowiadali m.in. jak często i z kim zdradzają małżonków (zdrada to tabu, ale z raportu wynikało, że także norma), jakie mają fantazje erotyczne, jak wcześnie zaczynają życie płciowe (kulturowo seks przedmałżeński jest zakazany, jednak badania pokazywały, że próg rozpoczęcia życia seksualnego się obniża, w kłopocie są kobiety, od których wciąż wymaga się dziewictwa do zamążpójścia).
Teraz badani małżonkowie zgodnie deklarują wzajemne znudzenie. Zadowolenie z seksu jest najniższe od 10 lat - spadło do 27 procent. Blisko połowa mężczyzn twierdzi, że żona nie jest ich ulubioną partnerką w łóżku (czytaj: mają inne), a ponad jedna trzecia kobiet - że po kilku latach małżeństwa straciły zainteresowanie seksem. 13 proc. kobiet nie potrafi określić, czy po stosunku czuje się „spełniona” (trudno się dziwić spadkowi zainteresowania).
Wszystko to wcale nie przeszkadza Hindusom cieszyć się życiem. Ogólne zadowolenie wyraźnie podskoczyło. Usatysfakcjonowanie z pracy wzrosło o 10 procent - deklaruje je już 42 procent Hindusów.
Witajcie w rzeczywistości kapitalizmu, w której relacje uczuciowe i fizyczne zastępuje związek z biurem i szefem. Indyjscy psychiatrzy komentują, że ludzie nie mają czasu i siły na seks ani utrzymywanie związków emocjonalnych, są dodatkowo rozpraszani rozrywkami konsumenckimi. Równolegle rozkwitają fantazje erotyczne, pornografia i rynek usług seksualnych. 48 procent mężczyzn marzy o seksie z gwiazdami filmowymi (sąsiadki, bratowe, o żonach nie mówiąc - są bez szans). Połowa pytanych mężczyzn ogląda porno, zwykle w łazience, do której wymykają się z małżeńskiej sypialni za laptopem.
Młodym też technologia zastępuje zbliżenie - pomysłowe młode indyjskie tygrysy i tygrysice omijają zakazy i uprawiają seks wirtualnie. Do czasu, gdy wylądują w małżeńskiej sypialni, żeby się wspólnie... ponudzić.
[pw]
* powyższe odnosi się do członków klasy średniej mieszkających w dużych ośrodkach miejskich. Życie erotyczne na wsi, to z pewnością obraz znacznie bardziej ponury i, jak dotąd, niezbadany.
poniedziałek, 28 listopada 2011
Przyszłość w liczbie pojedynczej
BBC podało dziś najnowsze dane dotyczące malejącej liczby małżeństw w Japonii. A dokładniej - błyskawicznie rosnącej liczby singli. Ponad 60 procent mężczyzn i równo połowa kobiet między 18 a 34 rokiem życia nie ma partnera/partnerki. Co więcej, blisko jedna czwarta singli nie szuka partnera i nie planuje żadnej formy związku. Dla społeczeństwa, w którym już teraz czterech na pięciu ludzi przekroczyło 65 rok życia, to oznacza gwałtowne skurczenie populacji.
Warto obserwować japońskie tendencje. Wyprzedzają Europę o jakieś dwie dekady i w jaskrawy sposób pokazują wszystkie zjawiska, z którymi i my będziemy musieli sobie poradzić. Starzejące się społeczeństwo nie jest skłonne do innowacji, nie wymyśla nowych rozwiązań, a to one są współcześnie najważniejszą globalną walutą. Chiny, Indie, Brazylia czy Meksyk rosną w siłę przede wszystkim dzięki swym młodym populacjom.
Japończycy innowacyjny boom zakończyli w latach 90. gospodarczym krachem, z którego nigdy się nie podnieśli. Najprawdopodobniej właśnie z powodu starzejącej się populacji, która w ogromnym stopniu obciąża budżet państwa - coraz więcej osób potrzebuje zasiłków i opieki medycznej, a coraz mniej płaci podatki.
Niechętni małżeństwom i zakładaniu rodziny single przepowiadają świat bez przyszłości. Japońskie społeczeństwo wkrótce zacznie gwałtownie maleć. Wraz z nim skurczy się gospodarcze znaczenie wysp.
Ale jest, rzecz jasna, ważniejszy aspekt - braku relacji. Jedna czwarta japońskich singli po 35 roku życia odpowiedziała, że nigdy nie uprawiała seksu.
Jeśli Japończycy są futurystyczną wersją nas samych, czeka nas rzeczywistość gospodarczego zastoju, społecznego hamowania i coraz bardziej fikcyjnej miłości.
[pw]
Warto obserwować japońskie tendencje. Wyprzedzają Europę o jakieś dwie dekady i w jaskrawy sposób pokazują wszystkie zjawiska, z którymi i my będziemy musieli sobie poradzić. Starzejące się społeczeństwo nie jest skłonne do innowacji, nie wymyśla nowych rozwiązań, a to one są współcześnie najważniejszą globalną walutą. Chiny, Indie, Brazylia czy Meksyk rosną w siłę przede wszystkim dzięki swym młodym populacjom.
Japończycy innowacyjny boom zakończyli w latach 90. gospodarczym krachem, z którego nigdy się nie podnieśli. Najprawdopodobniej właśnie z powodu starzejącej się populacji, która w ogromnym stopniu obciąża budżet państwa - coraz więcej osób potrzebuje zasiłków i opieki medycznej, a coraz mniej płaci podatki.
Niechętni małżeństwom i zakładaniu rodziny single przepowiadają świat bez przyszłości. Japońskie społeczeństwo wkrótce zacznie gwałtownie maleć. Wraz z nim skurczy się gospodarcze znaczenie wysp.
Ale jest, rzecz jasna, ważniejszy aspekt - braku relacji. Jedna czwarta japońskich singli po 35 roku życia odpowiedziała, że nigdy nie uprawiała seksu.
Jeśli Japończycy są futurystyczną wersją nas samych, czeka nas rzeczywistość gospodarczego zastoju, społecznego hamowania i coraz bardziej fikcyjnej miłości.
[pw]
wtorek, 22 listopada 2011
Indie: rupia warta coraz mniej
Na okładce nowego „Time” chiński smok i indyjski słoń walczą o najbardziej eksponowaną pozycję. Publicyści zastanawiają się, która z wielkich azjatyckich gospodarek weźmie górę. Wiele podobnych analiz czytałam już w prasie światowej, ale traktuję je z dystansem.
Dziennikarze, nawet najpoczytniejszych magazynów, także padają ofiarą mody. Mody na tematykę, na określony sposób widzenia rzeczywistości, promowanie tych albo innych rejonów świata.
Indyjska rzeczywistość nie przypomina wcale przystrojonego klejnotami słonia, gotowego ruszyć n podbój świata. Ten słoń porusza się wciąż ociężale, być może wszystkie te błyskotki są na wyrost i krępują jego ruchy.
Nigdy w historii notowania rupii wobec dolara nie były tak złe. Od początku roku wartość indyjskiej waluty spadła o 14 procent, dziś za dolara płaci się ponad 52 rupie. To niezła wiadomość dla podróżnych z plecakami, może w tym sezonie będą odrobinę do przodu. Ale cokolwiek zyskają na wymianie waluty, stracą na targach, w sklepach i hotelach. Inflacja szybko zmienia ceny i usztywnia zwykle skłonnych do targowania się handlarzy.
Dziś inflacja przekracza w Indiach 10 procent, ale ceny żywności podrożały w tym roku o jedną piątą. To problem najuboższych i niedożywionych, których grupę szacuje się nawet na 40 procent ponadmiliardowego społeczeństwa. Zważywszy na to, że około 90 procent Hindusów żyje w biedzie, a tylko około ośmiu procent korzysta z ekonomicznego boomu, warto w ogóle zastanowić się, czy to określenie ma rację bytu.
Sukces indyjskiej gospodarki w ogromnym stopniu zależy od kondycji jej europejskich partnerów. Część z nich właśnie wycofała indyjskie inwestycje, stąd gwałtowny spadek waluty. Zmniejszenie wartości inwestycji jest drastyczne - z blisko 30 miliardów USD w ubiegłym roku, do zaledwie 530 milionów USD w tym roku.
Indie, to rzeczywistość przeciwieństw. Jeśli jakaś jej część się rozwija, inna przechodzi regres. Jeśli ktoś się bogaci, wielu traci. Jeśli gdzieś dokonuje się postęp, gdzie indziej wygrywa tradycja.
Indyjski słoń drepcze w miejscu.
[pw]
Dziennikarze, nawet najpoczytniejszych magazynów, także padają ofiarą mody. Mody na tematykę, na określony sposób widzenia rzeczywistości, promowanie tych albo innych rejonów świata.
Indyjska rzeczywistość nie przypomina wcale przystrojonego klejnotami słonia, gotowego ruszyć n podbój świata. Ten słoń porusza się wciąż ociężale, być może wszystkie te błyskotki są na wyrost i krępują jego ruchy.
Nigdy w historii notowania rupii wobec dolara nie były tak złe. Od początku roku wartość indyjskiej waluty spadła o 14 procent, dziś za dolara płaci się ponad 52 rupie. To niezła wiadomość dla podróżnych z plecakami, może w tym sezonie będą odrobinę do przodu. Ale cokolwiek zyskają na wymianie waluty, stracą na targach, w sklepach i hotelach. Inflacja szybko zmienia ceny i usztywnia zwykle skłonnych do targowania się handlarzy.
Dziś inflacja przekracza w Indiach 10 procent, ale ceny żywności podrożały w tym roku o jedną piątą. To problem najuboższych i niedożywionych, których grupę szacuje się nawet na 40 procent ponadmiliardowego społeczeństwa. Zważywszy na to, że około 90 procent Hindusów żyje w biedzie, a tylko około ośmiu procent korzysta z ekonomicznego boomu, warto w ogóle zastanowić się, czy to określenie ma rację bytu.
Sukces indyjskiej gospodarki w ogromnym stopniu zależy od kondycji jej europejskich partnerów. Część z nich właśnie wycofała indyjskie inwestycje, stąd gwałtowny spadek waluty. Zmniejszenie wartości inwestycji jest drastyczne - z blisko 30 miliardów USD w ubiegłym roku, do zaledwie 530 milionów USD w tym roku.
Indie, to rzeczywistość przeciwieństw. Jeśli jakaś jej część się rozwija, inna przechodzi regres. Jeśli ktoś się bogaci, wielu traci. Jeśli gdzieś dokonuje się postęp, gdzie indziej wygrywa tradycja.
Indyjski słoń drepcze w miejscu.
[pw]
Subskrybuj:
Posty (Atom)