Indie pisane krwią, czyli Bartosz Marzec recenzuje w "Rzeczpospolitej" LALKI W OGNIU. OPOWIEŚCI Z INDII.
Polecam (się).
http://www.rp.pl/artykul/9131,734808-O-Indiach-bez-znieczulenia---recenzja-ksiazki-Pauliny-Wilk.html
Telegramy z centrum świata. Lapidaria z Indii i Azji. Depesze w małą kieszeń. Dla dziewczyn i chłopaków, co nie mają czasu.
poniedziałek, 17 października 2011
Bombaj: iPady w kościołach
Technologia, kiedy łączy się z tradycją, nie zawsze służy tak zwanemu postępowi. W Indiach widać wyraźnie, jak wynalazki i nowoczesność są włączane do systemu zwyczajów i wierzeń, i wcale go nie kruszą. W kraju, w którym sprzeczności i skrajności sąsiadują ze sobą bezkonfliktowo, połączenie zdobyczy cywilizacyjnych z przyzwyczajeniami daje zaskakujące efekty.
Wydawałoby się, że iPady - jako niezrównane zabawki dla dorosłych i dla dzieci, pochłaniające czas i odciągające od życia rzeczywistego i duchowego, raczej nie sprzyjają religijności. Tymczasem właśnie ułatwiają pracę katolickim księżom w Bombaju. Odkąd Watykan zaaprobował aplikację z modlitewnikiem, indyjscy duchowni korzystają z urządzeń Appla podczas nabożeństw. Nie wiem, co im to ułatwia, może już nie boją się wilgoci i pleśni, która pożera książki, w tym Biblie, nad Gangesem. Pikselom monsun nie straszny. Rośnie popularność iBrewiarzy. Otwartość Kościoła Katolickiego na gadżety wcale jednak nie oznacza otwartości wobec swobodnego stylu życia posiadaczy tych gadżetów. Kościół tylko chce być sexy.
A skoro o seksie i płodności, to technologie medyczne część spraw w Indiach utrudniają. Badania USG, pozwalające ustalić płeć płodu, w Europie zasadniczo służą bezpieczeństwu nienarodzonych dzieci. W Indiach ułatwiają selektywne aborcje - pozbycie się dziewczynki, jeśli rodzina czeka na chłopca. Już nie trzeba, jak na wsiach, zabijać niechcianych dzieci po porodzie. Można wcześniej, w prywatnym gabinecie, z dyskrecją ominąć prawo.
Z drugiej strony - brak badań USG na wsiach powoduje, że tysiącom Hindusek "profilaktycznie" usuwa się macice. To makabryczna mieszanka opieki medycznej z antykoncepcją. Matki kilkorga dzieci mają gwarancję, że więcej nie urodzą, ale szybciej się starzeją, chorują. I cierpią.
Indie poruszają się jednocześnie naprzód i wstecz. Technologia nie wyznacza kierunku, jest tylko narzędziem, które - w zależności od ludzkiej intencji - służy czasowi przyszłemu lub umacnia przeszły.
Wydawałoby się, że iPady - jako niezrównane zabawki dla dorosłych i dla dzieci, pochłaniające czas i odciągające od życia rzeczywistego i duchowego, raczej nie sprzyjają religijności. Tymczasem właśnie ułatwiają pracę katolickim księżom w Bombaju. Odkąd Watykan zaaprobował aplikację z modlitewnikiem, indyjscy duchowni korzystają z urządzeń Appla podczas nabożeństw. Nie wiem, co im to ułatwia, może już nie boją się wilgoci i pleśni, która pożera książki, w tym Biblie, nad Gangesem. Pikselom monsun nie straszny. Rośnie popularność iBrewiarzy. Otwartość Kościoła Katolickiego na gadżety wcale jednak nie oznacza otwartości wobec swobodnego stylu życia posiadaczy tych gadżetów. Kościół tylko chce być sexy.
A skoro o seksie i płodności, to technologie medyczne część spraw w Indiach utrudniają. Badania USG, pozwalające ustalić płeć płodu, w Europie zasadniczo służą bezpieczeństwu nienarodzonych dzieci. W Indiach ułatwiają selektywne aborcje - pozbycie się dziewczynki, jeśli rodzina czeka na chłopca. Już nie trzeba, jak na wsiach, zabijać niechcianych dzieci po porodzie. Można wcześniej, w prywatnym gabinecie, z dyskrecją ominąć prawo.
Z drugiej strony - brak badań USG na wsiach powoduje, że tysiącom Hindusek "profilaktycznie" usuwa się macice. To makabryczna mieszanka opieki medycznej z antykoncepcją. Matki kilkorga dzieci mają gwarancję, że więcej nie urodzą, ale szybciej się starzeją, chorują. I cierpią.
Indie poruszają się jednocześnie naprzód i wstecz. Technologia nie wyznacza kierunku, jest tylko narzędziem, które - w zależności od ludzkiej intencji - służy czasowi przyszłemu lub umacnia przeszły.
środa, 12 października 2011
Gorączka w północnych Indiach
Co dzień rano, gdzie nie spojrzeć, Hindusi wypróżniają się na wolnym powietrzu: przy torach, za domami, na plażach, w miejskich zaułkach. Można reagować dowolnie: śmiechem, obrzydzeniem, zdumieniem. Najczęściej tym pełnym niezadowolenia wzruszeniem ramion, jak reaguje się wobec istot słabszych, ale nie zasługujących na współczucie, bo samych sobie winnych.
Ale Hindusi nie defekują publicznie, dlatego że są bezwstydni, zacofani, bezmyślni. Po prostu nie mają łazienek, toalet, bieżącej wody, kanalizacji. A żyją w kraju, w którym infrastruktura znajdująca się w gestii państwa, to najwolniej rozwijający się byt. Dowcipnie więc rzecz ujmując: robią, co mogą.
A efekty są takie. Od wakacji w północnym stanie Uttar Pradeś zmarło 400 osób, głownie dzieci. Zabiło je wirusowe zapalenie mózgu, koszmarna choroba, wywołująca wymioty, gorączką, odwodnienie i osłabienie. Wirus dotarł do Indii z Japonii, ale na miejscu rozwinęła się nowa odmiana. Główną przyczyną zakażeń jest woda - zanieczyszczona fekaliami, które przesiąkają do wód gruntowych. A studnie w Indiach są płytkie. Liczba zakażeń rośnie co roku w monsunie, gdy woda deszczowa długo stoi i gnije w kałużach, lęgną się w nich moskity. Za mało toalet, za mało szpitali i lekarzy. Co rok ten sam lament w mediach.
A co rano znów rzędy mężczyzn, kucających przy torach z obnażonymi pośladkami.
Ale Hindusi nie defekują publicznie, dlatego że są bezwstydni, zacofani, bezmyślni. Po prostu nie mają łazienek, toalet, bieżącej wody, kanalizacji. A żyją w kraju, w którym infrastruktura znajdująca się w gestii państwa, to najwolniej rozwijający się byt. Dowcipnie więc rzecz ujmując: robią, co mogą.
A efekty są takie. Od wakacji w północnym stanie Uttar Pradeś zmarło 400 osób, głownie dzieci. Zabiło je wirusowe zapalenie mózgu, koszmarna choroba, wywołująca wymioty, gorączką, odwodnienie i osłabienie. Wirus dotarł do Indii z Japonii, ale na miejscu rozwinęła się nowa odmiana. Główną przyczyną zakażeń jest woda - zanieczyszczona fekaliami, które przesiąkają do wód gruntowych. A studnie w Indiach są płytkie. Liczba zakażeń rośnie co roku w monsunie, gdy woda deszczowa długo stoi i gnije w kałużach, lęgną się w nich moskity. Za mało toalet, za mało szpitali i lekarzy. Co rok ten sam lament w mediach.
A co rano znów rzędy mężczyzn, kucających przy torach z obnażonymi pośladkami.
wtorek, 11 października 2011
Indie: nagłe obcięcie nosa
Przychodzi dalit (inaczej: niedotykalny) do cyrulika (indyjscy fryzjerzy trudnią się rano goleniem, a po południu strzygą, więc są połączeniem fryzjera z tradycyjnym golibrodą) i prosi, żeby mu zgolić brodę. Cyrulik, owszem, wyciąga brzytwę, ale zamiast wykonać usługę, jednym machnięciem ucina facetowi nos. (Uspokajam: brakujący organ został z powrotem przyszyty, co potwierdza spore umiejętności indyjskich chirurgów, nawet tych prowincjonalnych, bo rzecz dzieje się w górzystym stanie Assam - znanym z herbaty, ale w samych Indiach kojarzonym raczej z "chłopcami z lasu", czyli lokalną partyzantką, która domaga się różnych rzeczy, najczęściej odłączenia od Indii i stworzenia niepodległego stanu). Ucięcie nosa nastąpiło wczoraj i miało być karą za pychę niżej urodzonego mężczyzny. W niewielkiej miejscowości, w której do tego incydentu doszło, dalitowie nie mają prawa wstępu do lokali usługowych. Tak zdecydowali wyżej urodzeni i najwyraźniej swoje postanowienia egzekwują. Policja obiecała przyjrzeć się sprawie, a cyrulika aresztowała. Zgaduję, że nie na długo.
To tyle w sprawie likwidacji systemu kastowego w Indiach w 1947 r. i skutecznej ochrony praw człowieka w najludniejszej demokracji świata, która się tak szczyci swym społeczeństwem obywatelskim.
To tyle w sprawie likwidacji systemu kastowego w Indiach w 1947 r. i skutecznej ochrony praw człowieka w najludniejszej demokracji świata, która się tak szczyci swym społeczeństwem obywatelskim.
środa, 5 października 2011
Hindusi produkują najtańszy tablet świata
"Aakash", najtańszy tablet świata, miał swoją premierę. Pierwszą partię zamówił indyjski rząd - płaci za sztukę 2250 rupii, czyli jakieś 150 pln. Urządzenie montuje w Indiach brytyjska firma. Pierwsze 100 tysięcy egzemplarzy otrzymają studenci, będą go testować. Trafi do sprzedaży w listopadzie, wtedy będzie nieco droższy - 2999 rupii, ale cena ma spaść, gdy ruszy masowa produkcja.
"Aakash" ma zapewnić dostęp do najnowszych technologii najbiedniejszym. A w każdym razie tego argumentu używa minister telekomunikacji (nota bene najbardziej skompromitowanego ministerstwa w Indiach, pogrążonego w skandalu korupcyjnym, dotyczącym koncesji dla operatorów telefonii komórkowej). Co miesiąc liczba użytkowników telefonów rośnie w Indiach o 19 milionów, z Internetu korzysta dopiero 9 procent społeczeństwa - możliwości zarobku są więc gigantyczne.
Pierwsze recenzje "Aakasha" są jednak umiarkowane krytycznie - użytkownikom z klasy średniej wydał się niedopracowany, ale ocenili, że dla uboższych użytkowników jest „dobrym rozwiązaniem”.
To samo mówiło się o Nano, najtańszym samochodzie świata, sprzedawanym za 2,500 tysiąca dolarów. Miał być przebojem, niedrogim biletem do luksusu, na jaki stać nawet ubogich Hindusów. Miał zaspokoić ich marzenia. Niewielki, pozbawiony klimatyzacji i elektrycznie odsuwanych szyb, był - zdaniem bogatych producentów z koncertu TATA - idealną odpowiedzią na zapotrzebowanie rodzin podróżujących, z narażeniem życia, skuterami. Tyle że okazał się klapą. Po pierwsze to ubodzy rolnicy przegonili koncern TATA ze wsi pod Kalkutą, a teraz - na drodze sądowej - odzyskali ziemię, zajętą przez koncern. Po drugie - zachwyt nad tanim samochodem szybko osłabł, produkcja i sprzedaż spadły. To samo marzenie próbowano wyprodukować już za czasów gospodarki centralnie sterowanej. Sanjay Gandhi, syn Indiry, przeszedł do historii jako pomysłodawca taniego samochodu dla każdego. Tyle że z taśmy produkcyjnej nie zjechało ani jedno auto.
Wątpię w powodzenie „Aakasha”. Indyjscy producenci przeceniają portfele ubogich i nie pytają ich, czego naprawdę chcą. Prawdopodobnie producenci rur kanalizacyjnych i tanich kuchenek gazowych, odpowiadający na codzienne zapotrzebowanie setek milionów ludzi, mają znacznie większe szanse zbić w Indiach fortunę.
Ambicją szybko bogacących się Hindusów jest doganiać Zachód - produkty takie jak iPad czy iPhone są dla nich symbolami sukcesu i przynależności do lepszego świata. Lokalnie produkowane substytuty nie mogą ich zastąpić, są wręcz bolesnym przypomnieniem, że do awansu jeszcze daleko.
"Aakash" ma zapewnić dostęp do najnowszych technologii najbiedniejszym. A w każdym razie tego argumentu używa minister telekomunikacji (nota bene najbardziej skompromitowanego ministerstwa w Indiach, pogrążonego w skandalu korupcyjnym, dotyczącym koncesji dla operatorów telefonii komórkowej). Co miesiąc liczba użytkowników telefonów rośnie w Indiach o 19 milionów, z Internetu korzysta dopiero 9 procent społeczeństwa - możliwości zarobku są więc gigantyczne.
Pierwsze recenzje "Aakasha" są jednak umiarkowane krytycznie - użytkownikom z klasy średniej wydał się niedopracowany, ale ocenili, że dla uboższych użytkowników jest „dobrym rozwiązaniem”.
To samo mówiło się o Nano, najtańszym samochodzie świata, sprzedawanym za 2,500 tysiąca dolarów. Miał być przebojem, niedrogim biletem do luksusu, na jaki stać nawet ubogich Hindusów. Miał zaspokoić ich marzenia. Niewielki, pozbawiony klimatyzacji i elektrycznie odsuwanych szyb, był - zdaniem bogatych producentów z koncertu TATA - idealną odpowiedzią na zapotrzebowanie rodzin podróżujących, z narażeniem życia, skuterami. Tyle że okazał się klapą. Po pierwsze to ubodzy rolnicy przegonili koncern TATA ze wsi pod Kalkutą, a teraz - na drodze sądowej - odzyskali ziemię, zajętą przez koncern. Po drugie - zachwyt nad tanim samochodem szybko osłabł, produkcja i sprzedaż spadły. To samo marzenie próbowano wyprodukować już za czasów gospodarki centralnie sterowanej. Sanjay Gandhi, syn Indiry, przeszedł do historii jako pomysłodawca taniego samochodu dla każdego. Tyle że z taśmy produkcyjnej nie zjechało ani jedno auto.
Wątpię w powodzenie „Aakasha”. Indyjscy producenci przeceniają portfele ubogich i nie pytają ich, czego naprawdę chcą. Prawdopodobnie producenci rur kanalizacyjnych i tanich kuchenek gazowych, odpowiadający na codzienne zapotrzebowanie setek milionów ludzi, mają znacznie większe szanse zbić w Indiach fortunę.
Ambicją szybko bogacących się Hindusów jest doganiać Zachód - produkty takie jak iPad czy iPhone są dla nich symbolami sukcesu i przynależności do lepszego świata. Lokalnie produkowane substytuty nie mogą ich zastąpić, są wręcz bolesnym przypomnieniem, że do awansu jeszcze daleko.
Subskrybuj:
Posty (Atom)